sobota, 28 września 2013

pożegnanie

NIENAWIDZĘ Z CAŁEGO SERCA Pawła, Lili, Ejtka, Długiej, Karoliny, Magdy, Kali, Adiego, Kuby i Madzi - przez Was tak bardzo nie chcę jechać.. Tak bardzo sobie tego wszystkiego nie wyobrażam, a wiem że muszę być silna i nie poddawać się już na samym starcie. Ale się po prostu nie da, czekam z utęsknieniem na dwudziesteo któregoś, kiedy będę mogła tu wrócić, iść na miasto i pić, tańczyć i bawić się z Wami! I czekam na listopad, bo genialny pomysł Kuby i Madzi zapadł mi w serduszku tak na dobre,  że nikt go nie ruszy bo lecimy się bawić! Na takiej imprezie, jak nigdy, tak się jaram! Ale cóż, wracając do wczorajszych wydarzeń - pechową wódkę jednak da się wypić bez mandatu, da się znaleźć wolny duży stolik w vipie w piątek o 20, jednak poddasze wciąż przegrywa jeżeli chodzi o poddasze vs grota - przykre ale takie prawdziwe i szczerze? Jednak wolę pokonywać drogę rynek - grota samochodem niżeli iść i marznąć jak to było po 2 w nocy gdy stwiedziłam, że lecę do domciu. A chyba godzina siedzenia na ławce z Pawłem i rozmowa szczera chyba jak nigdy wcześniej, tak bardzo cieszę się, że po prostu jesteś i nie wiem jak ja tam przeżyję tyle czasu bez Ciebie, bez Was wszystkich :( To jest nie do zrealizowania, no.

+ Koooooocham Cię Mamo, Pawełku i Wilczku :*

środa, 18 września 2013

największy chaos w moim życiu

Najgorsza sytuacja? Sytuacja która sprawia mi ból? Myśli, które sprawiają, że wolałabym żeby ktoś wbijał mi noże w serce, jednen po drugim, na okrągło? Nie. To zdecydowanie nie opisuje tego, co dzieje się od poniedziałku rana w mojej głowie. Rozrywa Mnie, moje wnętrzności, rozrywa i zabiera wszystko co najcenniejsze mam w życiu. Brakuje tylko kilku elementów i rozpadnę się tak, że nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram. To wszystko jest takie niesprawiedliwe, dlaczego ludzie, tak wspaniali, którzy nie zrobili zupełnie nic złego musza tak bardzo cierpieć? Dlaczego nie mogą spełniać swoich marzeń? Dlaczego gdy są u celu, na który czekali od kilku dobrych miesięcy, nagle on znika? A raczej, ktoś go po prostu ot tak oddala, tak by nie dało się go już osiągnąć? To dla mnie chore, na prawdę chore, jak tak w ogóle, może się dziać.. Nie wierzę już w nic, w żadne szczęście czy inne takie, jak ktoś ma pecha to ma i tyle, przykro mi że właśnie Ty zaliczasz się do takich osób. Zrobię wszystko, stanę na głowie, żeby po tym całym koszmarze, uśmiech nie schodził Ci z twarzy, problemy nie dostarczały kolejnych i kolejnych, większych problemów, bo takim mam po prostu dług wobec Ciebie i obowiązek. Poza tym, zwyczajnie czuję potrzebę niesienia Ci pomocy, a przy okazji tego całego chaosu, widzę kto jest obok, najbliżej jak się da, kto pomaga, dziękuję wszystkim, na prawdę wszystkim. Kocham Cię Mamo, Paweł, Wilczuś :* Kala, Oliwka, Lili, Patoś, jesteście najwspanialsze :*

wtorek, 17 września 2013

Spóźniony odpoczynek w Bukowie :)

Świetny czas jak dla Mnie, od samego początku, do samego końca! Droga jak to droga, prawie 6h spędzonych w pociągach z przesiadkami, niekoniecznie poprawia nastrój, ale kiedy w głowie masz swojego skarba do którego jedziesz, nie jest tak źle :) Na przemian - zimno/ciepło, jedzenie na szybko w Katowickim maku, bieg na pociąg (na który pawie ja - sierota oczywiście się spóźniłam), jazda z jakąś przymuloną na maxa kobietą, nie wiem jak w takim wieku można tak bez emocji spędzić tyle godzin, wpatrując się w jedno miejsce, ale nieważne. W końcu doczekałam się! Wysiadam w Moim kochanym Bukowie (Imbramowicach) i już po sekundzie wylądowałam w ramionach mojego największego słoneczka :*

Nadszedł wieczór i pierwsze co, to samochód i do Żarowa na kawkę do Baśki, poplotkować, dom pełen dziecięcej energii, śmiechu, zebrałyśmy się dość szybko i bardzo ekologicznie i zdrowo z kubusiami i słonecznikiem przesiedziałyśmy kilka dobrych godzin nad wodą na ławeczce, gadając o wszystkim i niczym, stwierdzając na samym końcu że i tak zachowujemy się jak pijane, wilk jest za wysoki, ławki nas nie zakrywają i "było minęło" choć niekoniecznie wszystko można określać takimi słowami, zdecydowanie. 

Dzień drugi - wstałyśmy jakimś cudem tak wcześnie, że byłam aż z nas dumna. Samochód i do Świdnicy pod szkołę, na rynek, kebaba, z Wiiiilkiem i Wiciem, poranne rozmowy, objedzenie się do granic możliwości, gubienie się na ulicach które toretycznie powinno się znać i takie tam :D Wieczorem piwko w Żarowie, z Baśką i znajomymi, plus spotkanie Adriana które wywołało setki wspomnień naraz, przez jedną krótką rozmowę, aż byłam w szoku że wszytsko ta dokładnie pamiętam, choć jak dla Mnie etap "wspomnienia są najważniejsze" jest już dawno, dawno skończony, choć nie powiem, miło się rozmawiało, choć co niektórzy nie ogarniali troszkę tematu :D

Kolejny dzień na Skarpie z Wilkiem, Martą i Adrianem przez dosłownie godzinę. Gej party jak nic dla +40, hahahaha, nieźle nieźle. Ale pojeździłysmy sobie przynajmniej autem nocą, słuchając jakiś mega nowych piosenek które są najlepsze i ciesząc się po prostu tym, że spędzamy czas razem, jak i dzień później to samo, leżenie w łóżku do nie wiadomo której grając w Pou, jedząc, pojechałyśmy na mecz żeby pooglądać go w deszczu - też spoko, stracili lidera co było paniką itd, szkoda że nie rozumiałyśmy o co w tym wszytskim chodzi, na koniec dnia najlepsze dożynki i również jedyne (niestety) na jakich miałam okazję być. Wtedy dopiero czuć klimat, jaki tam ludzie tworzą, jak się bawią, jak każdy pije, hahaha, najlepiej. Szkoda że tak wcześnie musiałyśmy wracać, bo nie wyobrażałam sobie tego wstawania na pociąg rano i w sumie to chyba najgorsza podróż w moim życiu, która trwa do teraz.

Dziękuję Wilczkowi, Baśce, wszystkim którzy sprawili że znów chcę tam wrócić :* 

poniedziałek, 9 września 2013

osiemnastka - wielkie podsumowanie

Jak dla Mnie, moja osiemnastka trwała od 23.08 do 7.09. Długo? owszem. Ale wszystko rozciągnęło się strasznie w czasie - najpierw osiemnastka robiona z Klimeczkiem i Alą na 60 osób - czyli jedna wielka gonitwa żeby dopiąć wszystko na osttani guzik i do dziś ciągną się za nami dwie sprawy z tym związane, później tydzień przerwy i mini grill rodzinny z okazji moich urodzin, wcześniej niż powinien być ale wszystko przez wzgląd na Artura, oczekiwanie (?) albo i nie, przynajmniej w mooim przypadku na ten niby najważniejszy dzień czyli czwartek 5.09 - prezenty, uśmiechy i ta cała szopka w stylu "jesteśmy dla ciebie mili, bo masz urodziny" choć nie powiem, początek urodzin najlepszy ze wszystkich, z najlepszymi ludźmi, dziękuję za największy syf na podwórku ever! :* i piątek czyli już ostatni dzień urodzin ze znajomymi oficjalnie skwitowany imprezą na energy, darmową lożą, wejściówkami i szampanem z kostakami lodu za free - a cieszyli się, jak małe dzieciaczki, wszyscy, bez wyjątku! Ale przechodząc tą krótką historią o osiemnastych urodzinach Justyny Widok, chciałam podziękować za każdy uśmiech, każde życzenia - krótkie czy długie, spisane czy wymyślone, wypowiedziane czy napisane, KAŻDE :) każdy prezent, od papieru toaletowego i worka na śmieci, przez moje własne pożyczone dawniej filmy, aż do łańcuszków, telefonu czy pieniędzy. Nie spodziewałam się że wszystkiego nazbiera się aż tyle, że mój stolik nie będzie dawał rady z pomieszczeniem wszystkiego. Można na was zdecydowanie liczyć w tej kwestii i nie wiem jak sie odwdzięczę - za wszystko, uwielbiam was misie, całym serduszkiem! :*