wtorek, 26 listopada 2013

urodziny & remady

Weekend? Jak najbardziej na plus! Kolejny z tych, których raczej szybko sie nie zapomina :) W piątek Energy 2000 Remady & Manu-l, miazga! Zero alkoholu, najlepszy humor świata i zmeczenie które o godzinie 2 w nocy nie pozowoliło Nam już dalej tańczyć. Ale i tak, jestem zadowolona że zdecydowaliśmy się pojechać - wprawdzie nie jara Mnie to już jak kiedyś, ale przynajmniej sobie posłuchałam ich na żywo :) Paweu, Hytrek, Madzia, Kuba, Knapik, Pedro, Szuruś, Klaudia, Banan, Malutka - dziękuje za każde zamienione słowo, każdy uśmiech, za to że mogłam was tam choć przez chwilkę widzieć :) W sobote miał być kierunek szkoła ale jak zwykle nie pykło, spędziłam wspaniały dzień z ukochanym chłopakiem, popołudniu na urodziny Patryka na których też nieźle się działo, nie powiem że nie :D Wymioty prawdopodobnie wszędzie, kilka Krupników, parę osób, nerwów ale mam moje słoneczka w serduszko które pomagają mi zawsze za co niesamowicie dziękuję, nie pamiętam kiedy ostatnio wszytsko się tak świetnie układało :*

poniedziałek, 18 listopada 2013

osiem miesięcy & poddasze

Nie do opisania weekend, kolejny raz, niektórzy ludzie zaskoczyli Mnie już na samym początku w piątek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak miło usłyszeć zdanie z ust ludzi których nawet do końca nie znam "tak się cieszę, że znów jesteście razem" itd, itd, itd. Były kolejny raz wyzwiska, głupie oskarżenia o nic, strzelanie głupich, śmiesznych min i różne takie, nie ważne. przyszedł Kuba i Madzia i wszystko stało się z sekundy na sekundę lepsze. Piwko, wódka, kamikadze, vip, potańczyłam - chwilę, ale zawsze coś. Dobra północ na murku za vipem, hahaha, nie wnikam czemu zawsze potrafię się najebać, kiedy nie chcę się najebać, mało ważne. Dziękuję że w takich chwilach jesteś ty, że się troszczysz i pomagasz. Jesteś niezastąpiony :) 

Co do soboty, to plan spontan zmieniany sto razy ale mniejsza, najważniejsze że się udało! Miasto z Pawłem, Kalą, Adim, Gołąbkiem i Martyną jak najbardziej na tak :) Chociaż ciśnienie kolejny raz skakało mi wciąż w górę, nie daję się już tak łatwo i z uśmiechem pokonuję KAŻDĄ przeszkodę, mogę sobie tylko pogratulować. Po poddaszu Casablanka, znów Madzia i kuba, posiedzieli, pośmiali się i to nawet bardzo i do domu, najdłuższa droga ever, nocka u Pawła i jego "ciiiiiicho" ah, szkoda słów, gdzie ja mam rozum jak jestem pijana :< Ale dziękuję, uwielbiam przy Tobie zasypiać i się budzić :* 

środa, 13 listopada 2013

cienka linia pomiędzy miłością i nienawiścią

Prawdopodobnie mój ulubiony cytat, odkąd pamiętam, lubię przeskakiwać nad tą linią, bo inaczej po prostu nie potrafię, gdy ktoś jest nie fair wobec Mnie. Ale cieszę się że uśmiech wrócił na moją twarz na dobre, że wszytsko dobrze się toczy, teraz jedynie mogę liczyć na to, że nikt nie będzie wtykał nosa w nie swoje sprawy, choć to prawdopodobnie nie możliwe. Nie spodziewałam się też, że po poznaniu pierwszego chłopaka od razu pojawią się tak daleko wybiegające w czasie plany, ale cóż.. Czuję od jakiegoś tygodnia, jakbym promieniowała wręcz szczęściem, nawet nie wiem jak to określić, bo wszytsko tak banalnie brzmi, w porownaniu do tego, co ja odczuwam - ciężko nie nazwać tego po prostu, odwzajemnioną miłością, bo co jak co ale od zawsze uważam że to najbardziej motywuje człowieka do działania, do uśmiechu, do zmian, do wszystkiego. I lubię wstawać z uśmiechem na twarzy, mogłabym się nawet do tego przyzwyczaić, nie zaprzeczę :) Kocham Cię.

dobry długi weekend

Nie pamiętam tak dobrego długiego weekendu od bardzo, bardzo dawna. Ludzie - jesteście niezawodni! Choć jak zwykle, dużo obietnic zostało złożonych, myślałam że nic z tego nie wyniknie. I czekała na Mnie tak wielka niespodzianka, że nie wiem jak dziękować.

Ale od początku - czwartek wieczór i Halloween w KC. Niby niezapomniana impreza, ze znajomymi, pierdolenie.. Wyszło tak, że byłam tylko z Lili i Patoś, zapomniałam o całym świecie w między czasie, Santana, zero miejsca gdziekolwiek, kombinowanie max! Ale dałyśmy radę, nie zapomnę tej imprezy. Dlaczego? Bo chyba w życiu nie byłam na gorszej, ale pominę to, bo szkoda słów.

W piątek po przyjeździe myślałam, że rozpadnie mi się świat. Przez godzinę. Dzięki Wam. Jesteście wspaniali! Kłamstwa, fałszywość i inne takie, mogła w ten dzień pokazać tylko jedna osoba którą palcem może wskazać wielu ludzi.. ale, po co? Szkoda czasu na takiego człowieka. Karma wraca zawsze, radzę zapamiętać takim jak Ty i życze tego z całego serca, wierzcie mi na słowo :) Ale nic, wspaniały wieczór spędzony na poddaszu, chwilowo w grocie, vipie i wszędzieee - pięknie. Drinki, piwko, żubrówka i w końcu - MOI LUDZIE :* Lili, Ala, Kala i Patoś, największe chodzące szczęście Ufsiaka tego dnia, kocham kocham kocham was :*

Sobota spędzona w podobnym gronie, również na mieście, najlepsza zabawa z mieszanką wybuchowych uczuć, nie da się zapomnieć i nie wspomnieć o tym. Głównie poddasze & vip, ale daliśmy radę, jestem z siebie dumna! Zdecydowanie.

Także cały weekend, spędzony z misiami, bo bez nich mogłoby Mnie już tu nie być, przekonałam się nie pierwszy raz, że przyjaciół mam najlepszych na całym świecie :*


koniec pracy, welcome Poland

Nie wiem czy oczekiwany czy nie, ale koniec pracy nadszedł. Nigdy nie pomyślałabym że zrzucenie ostatniej kiści winogron do wiaderka przysporzy Mi takich emocji - HAHAHA, każdy rzucił się na Ziemię ciesząc się że to koniec, a jednocześnie myślami będąc przy chwili kiedy się żegnamy - nasza fantastyczna piątka :( Ale no nic, ostatni dzień w tym pięknym mieście, spędzony w centrum, na starym mieście, zwiedzając, oglądając i buszując po sklepach aby wyszukać ostatnie perełki no i udało się! Dokonaliśmy tego, haha. Pójście na drinka oczywiście skończyło się tak, że skoczyliśmy po Krystynkę, zeopatrzyliśmy się w wina i siedzieliśmy do nocy - prawie wszyscy, bo niestety pakowanie i zmieszczenie się w mojej torbie, okazało się czymś niemożliwym i przez dobre 2 godziny w kółko się przepakowywałam, siadałam na walizce a kiedy w końcu sie udało, ważyła chyba z 50 kg i nikt nie potrafił jej podnieść - justyna mistrz, nie powiem!

Dzień pożegnania wspominam chyba najgorzej jak się da, myślałam że łzy popłyną z moich oczu w takiej ilości, że ich nie opanuję. Ale trzyma Mnie przy życiu myśl, że jeszcze na pewno się spotkamy i liczę na to, że w tej samej ekipie :) Tyle ile wyniosłam z naszego przytulnego mieszkanka po miesiącu, jest nie do opisania. Wspomnienia, złote myśli, rady na życie - WSZYSTKO mi się przyda, wiem to, jesteście niezastąpieni - Gracjan, Ela, Boguś i Jola, dziękuję, z całego serca :)

A później czekała mnie już tylko najgorsza podróż i najbardziej niewygodny autokar jaki mógł się trafić. Rozwalone kółko w walizce, rozwalony zamek w plecaku i torebce i od tego momentu, zaczęło się wszystko sypać, a później było już tylko gorzej, ale cóż - życie :)