wtorek, 17 września 2013

Spóźniony odpoczynek w Bukowie :)

Świetny czas jak dla Mnie, od samego początku, do samego końca! Droga jak to droga, prawie 6h spędzonych w pociągach z przesiadkami, niekoniecznie poprawia nastrój, ale kiedy w głowie masz swojego skarba do którego jedziesz, nie jest tak źle :) Na przemian - zimno/ciepło, jedzenie na szybko w Katowickim maku, bieg na pociąg (na który pawie ja - sierota oczywiście się spóźniłam), jazda z jakąś przymuloną na maxa kobietą, nie wiem jak w takim wieku można tak bez emocji spędzić tyle godzin, wpatrując się w jedno miejsce, ale nieważne. W końcu doczekałam się! Wysiadam w Moim kochanym Bukowie (Imbramowicach) i już po sekundzie wylądowałam w ramionach mojego największego słoneczka :*

Nadszedł wieczór i pierwsze co, to samochód i do Żarowa na kawkę do Baśki, poplotkować, dom pełen dziecięcej energii, śmiechu, zebrałyśmy się dość szybko i bardzo ekologicznie i zdrowo z kubusiami i słonecznikiem przesiedziałyśmy kilka dobrych godzin nad wodą na ławeczce, gadając o wszystkim i niczym, stwierdzając na samym końcu że i tak zachowujemy się jak pijane, wilk jest za wysoki, ławki nas nie zakrywają i "było minęło" choć niekoniecznie wszystko można określać takimi słowami, zdecydowanie. 

Dzień drugi - wstałyśmy jakimś cudem tak wcześnie, że byłam aż z nas dumna. Samochód i do Świdnicy pod szkołę, na rynek, kebaba, z Wiiiilkiem i Wiciem, poranne rozmowy, objedzenie się do granic możliwości, gubienie się na ulicach które toretycznie powinno się znać i takie tam :D Wieczorem piwko w Żarowie, z Baśką i znajomymi, plus spotkanie Adriana które wywołało setki wspomnień naraz, przez jedną krótką rozmowę, aż byłam w szoku że wszytsko ta dokładnie pamiętam, choć jak dla Mnie etap "wspomnienia są najważniejsze" jest już dawno, dawno skończony, choć nie powiem, miło się rozmawiało, choć co niektórzy nie ogarniali troszkę tematu :D

Kolejny dzień na Skarpie z Wilkiem, Martą i Adrianem przez dosłownie godzinę. Gej party jak nic dla +40, hahahaha, nieźle nieźle. Ale pojeździłysmy sobie przynajmniej autem nocą, słuchając jakiś mega nowych piosenek które są najlepsze i ciesząc się po prostu tym, że spędzamy czas razem, jak i dzień później to samo, leżenie w łóżku do nie wiadomo której grając w Pou, jedząc, pojechałyśmy na mecz żeby pooglądać go w deszczu - też spoko, stracili lidera co było paniką itd, szkoda że nie rozumiałyśmy o co w tym wszytskim chodzi, na koniec dnia najlepsze dożynki i również jedyne (niestety) na jakich miałam okazję być. Wtedy dopiero czuć klimat, jaki tam ludzie tworzą, jak się bawią, jak każdy pije, hahaha, najlepiej. Szkoda że tak wcześnie musiałyśmy wracać, bo nie wyobrażałam sobie tego wstawania na pociąg rano i w sumie to chyba najgorsza podróż w moim życiu, która trwa do teraz.

Dziękuję Wilczkowi, Baśce, wszystkim którzy sprawili że znów chcę tam wrócić :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz