piątek, 27 grudnia 2013
Shopping, Katooo
Dobry plan na poświąteczne zakupy w Galerii Katowickiej! Huehuehue, dobry bieg na pociąg poranny - jak to zwykle bywa, my genialni, nie powiem że nie :) Paweł, Kala, Lili, Ala i Adi na dworcu w Kato. Szukanie sklepu przez chyba godzinę, czekanie pod nim przez kolejne pół, tylko po to by usłyszeć "dziś niestety nie ma" SPOKO. Paweł się pięknie wymigał od zakupów, kiedy śmigał sobie po Bytomiu, my zwiedziłyśmy dosłownie każdy sklep na "naszą kieszeń", jestem z nas normalnie dumna! Tak jak i z naszych zakupów, leopardzik zdecydowanie w swoim żywiole LOVE IT! Dziękuję wam pyśki, czekamy na przypły gotówki i lecimyyy znowu, aż nie potrafię się doczekać, serioserio :*
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Christmas
Każde święta, rok w rok to właściwie to samo - to samo jedzenie, atmosfera, prezenty, pasterka, rodzina, uśmiech na twarzach, wspólne pieczenie ciasteczek - a raczej wyidealizowana forma świąt Bożego Narodzenia.. Zwykle to tak nie wygląda, każdy pędzi przez miasto żeby na siłę kupić jakieś upominki, nie ciesząc się chwilą, nie mając chwili. Święta to nietety coraz częściej zwykły dzień wolny od pracy, spędzony przed telewizorem z Kevinem na ekranie. NIESTETY. Nie ma tej magii, prawda wygląda zupełnie inaczej, święta mają tą magię w sobie właściwie wtedy, gdy w domu są małe dzieci, które wyczekują dzieciątka z prezentami, brudzą całą kuchnię mąką i czekoladą z ciaseczek świątecznych, cieszą się spokojem w domu, czerpią radość z obecności obojga rodziców.. Chociażby dziś idąc przez miasto, pierwzy raz pomyślałam 'czuć tą magię' tylko dlatego że usłyszałam kilka śpiewanych kolęd i pastorałek - oczywiście w biegu, ale sprawiło mi to niemożliwą radość. Mówi się że nowy rok, to czas w którym próbujemy wprowadzić w życie nowe postanowienia, zmiany ale to nie prawda :) Święta to idealny moment, żeby zacząć o tym myśleć. Aby usiąść z ukochaną osobą i cieszyć się chwilą, po prostu.. Nic nie trwa wiecznie kochani, a według mnie od zawsze warto doceniać przede wszystkim te małe rzeczy :)
Dlatego też życzę wszystkim zdrowych, spokojnych, wesołych świąt Bożego Narodzenia! Ogromu przentów pod choinkami, świetnej atmosfery, objedzenia się do granic możliwości i wszystkiego co najwspanialsze - bo jakie będą święta, taki cały rok. Wierzcie że to się sprawdza :)
Czeeerwionka!
Nie potrafię określić słowami, jak wspaniałą sobotę mam za sobą! Mieliśmy pojechać na parę godzinek, napić kulturalnie po jednym piwku i tyle, haha - zapomniałam uwzględnić fakt, jacy wspaniali ludzie tam mieszkają! Sześć flaszek wyschło, nawet nie wiem kiedy. Mają tam nawet biedronkę ze znikającymi butelkami, klatki w których ludzie muszą mieć na prawdę przerąbane życie co weekend, ale ciiiicho. Panowie i Panie przyjechali, 'uspokoili' sytuację choć nie nazwałabym tego w ten sposób. Milion spin, milion wyznań, kocham was po prostu misiaczki! Jesteście najwspanialsi, nie potrafię doczekać się przyszłego weekendu :*
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Mikołajkii
Początek grudnia to czas który rozpoczyna święta, Mikołajki, Adwent.. Ale zupełnie póki co o tym nie myślę, mikołajki minęły jaokś inaczej, ale sama nie wiem. kupiam się na szkole, kończy się semestr a po tylu opuszczonych weekendach jest co nadrabiać! Mając masę problemów na głowie ogarnęłam wszyściutko co do jednej rzeczy, jestem z siebie mega dumna, czeka Mnie teraz już tylko egzamin z każdego przedmiotu oraz prawo jazdy - na początek egzamin wewnętrzny, ale jestem dobrej myśli. Mam najwspanialszych zajomych na świecie, powtarzam to i powtarzam w kółko, liczę że sylwester - nasz sylwester będzie najwspanialszy na świecie ! :)
wtorek, 26 listopada 2013
urodziny & remady
Weekend? Jak najbardziej na plus! Kolejny z tych, których raczej szybko sie nie zapomina :) W piątek Energy 2000 Remady & Manu-l, miazga! Zero alkoholu, najlepszy humor świata i zmeczenie które o godzinie 2 w nocy nie pozowoliło Nam już dalej tańczyć. Ale i tak, jestem zadowolona że zdecydowaliśmy się pojechać - wprawdzie nie jara Mnie to już jak kiedyś, ale przynajmniej sobie posłuchałam ich na żywo :) Paweu, Hytrek, Madzia, Kuba, Knapik, Pedro, Szuruś, Klaudia, Banan, Malutka - dziękuje za każde zamienione słowo, każdy uśmiech, za to że mogłam was tam choć przez chwilkę widzieć :) W sobote miał być kierunek szkoła ale jak zwykle nie pykło, spędziłam wspaniały dzień z ukochanym chłopakiem, popołudniu na urodziny Patryka na których też nieźle się działo, nie powiem że nie :D Wymioty prawdopodobnie wszędzie, kilka Krupników, parę osób, nerwów ale mam moje słoneczka w serduszko które pomagają mi zawsze za co niesamowicie dziękuję, nie pamiętam kiedy ostatnio wszytsko się tak świetnie układało :*
poniedziałek, 18 listopada 2013
osiem miesięcy & poddasze
Nie do opisania weekend, kolejny raz, niektórzy ludzie zaskoczyli Mnie już na samym początku w piątek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak miło usłyszeć zdanie z ust ludzi których nawet do końca nie znam "tak się cieszę, że znów jesteście razem" itd, itd, itd. Były kolejny raz wyzwiska, głupie oskarżenia o nic, strzelanie głupich, śmiesznych min i różne takie, nie ważne. przyszedł Kuba i Madzia i wszystko stało się z sekundy na sekundę lepsze. Piwko, wódka, kamikadze, vip, potańczyłam - chwilę, ale zawsze coś. Dobra północ na murku za vipem, hahaha, nie wnikam czemu zawsze potrafię się najebać, kiedy nie chcę się najebać, mało ważne. Dziękuję że w takich chwilach jesteś ty, że się troszczysz i pomagasz. Jesteś niezastąpiony :)
Co do soboty, to plan spontan zmieniany sto razy ale mniejsza, najważniejsze że się udało! Miasto z Pawłem, Kalą, Adim, Gołąbkiem i Martyną jak najbardziej na tak :) Chociaż ciśnienie kolejny raz skakało mi wciąż w górę, nie daję się już tak łatwo i z uśmiechem pokonuję KAŻDĄ przeszkodę, mogę sobie tylko pogratulować. Po poddaszu Casablanka, znów Madzia i kuba, posiedzieli, pośmiali się i to nawet bardzo i do domu, najdłuższa droga ever, nocka u Pawła i jego "ciiiiiicho" ah, szkoda słów, gdzie ja mam rozum jak jestem pijana :< Ale dziękuję, uwielbiam przy Tobie zasypiać i się budzić :*
środa, 13 listopada 2013
cienka linia pomiędzy miłością i nienawiścią
Prawdopodobnie mój ulubiony cytat, odkąd pamiętam, lubię przeskakiwać nad tą linią, bo inaczej po prostu nie potrafię, gdy ktoś jest nie fair wobec Mnie. Ale cieszę się że uśmiech wrócił na moją twarz na dobre, że wszytsko dobrze się toczy, teraz jedynie mogę liczyć na to, że nikt nie będzie wtykał nosa w nie swoje sprawy, choć to prawdopodobnie nie możliwe. Nie spodziewałam się też, że po poznaniu pierwszego chłopaka od razu pojawią się tak daleko wybiegające w czasie plany, ale cóż.. Czuję od jakiegoś tygodnia, jakbym promieniowała wręcz szczęściem, nawet nie wiem jak to określić, bo wszytsko tak banalnie brzmi, w porownaniu do tego, co ja odczuwam - ciężko nie nazwać tego po prostu, odwzajemnioną miłością, bo co jak co ale od zawsze uważam że to najbardziej motywuje człowieka do działania, do uśmiechu, do zmian, do wszystkiego. I lubię wstawać z uśmiechem na twarzy, mogłabym się nawet do tego przyzwyczaić, nie zaprzeczę :) Kocham Cię.
dobry długi weekend
Nie pamiętam tak dobrego długiego weekendu od bardzo, bardzo dawna. Ludzie - jesteście niezawodni! Choć jak zwykle, dużo obietnic zostało złożonych, myślałam że nic z tego nie wyniknie. I czekała na Mnie tak wielka niespodzianka, że nie wiem jak dziękować.
Ale od początku - czwartek wieczór i Halloween w KC. Niby niezapomniana impreza, ze znajomymi, pierdolenie.. Wyszło tak, że byłam tylko z Lili i Patoś, zapomniałam o całym świecie w między czasie, Santana, zero miejsca gdziekolwiek, kombinowanie max! Ale dałyśmy radę, nie zapomnę tej imprezy. Dlaczego? Bo chyba w życiu nie byłam na gorszej, ale pominę to, bo szkoda słów.
W piątek po przyjeździe myślałam, że rozpadnie mi się świat. Przez godzinę. Dzięki Wam. Jesteście wspaniali! Kłamstwa, fałszywość i inne takie, mogła w ten dzień pokazać tylko jedna osoba którą palcem może wskazać wielu ludzi.. ale, po co? Szkoda czasu na takiego człowieka. Karma wraca zawsze, radzę zapamiętać takim jak Ty i życze tego z całego serca, wierzcie mi na słowo :) Ale nic, wspaniały wieczór spędzony na poddaszu, chwilowo w grocie, vipie i wszędzieee - pięknie. Drinki, piwko, żubrówka i w końcu - MOI LUDZIE :* Lili, Ala, Kala i Patoś, największe chodzące szczęście Ufsiaka tego dnia, kocham kocham kocham was :*
Sobota spędzona w podobnym gronie, również na mieście, najlepsza zabawa z mieszanką wybuchowych uczuć, nie da się zapomnieć i nie wspomnieć o tym. Głównie poddasze & vip, ale daliśmy radę, jestem z siebie dumna! Zdecydowanie.
Także cały weekend, spędzony z misiami, bo bez nich mogłoby Mnie już tu nie być, przekonałam się nie pierwszy raz, że przyjaciół mam najlepszych na całym świecie :*
Ale od początku - czwartek wieczór i Halloween w KC. Niby niezapomniana impreza, ze znajomymi, pierdolenie.. Wyszło tak, że byłam tylko z Lili i Patoś, zapomniałam o całym świecie w między czasie, Santana, zero miejsca gdziekolwiek, kombinowanie max! Ale dałyśmy radę, nie zapomnę tej imprezy. Dlaczego? Bo chyba w życiu nie byłam na gorszej, ale pominę to, bo szkoda słów.
W piątek po przyjeździe myślałam, że rozpadnie mi się świat. Przez godzinę. Dzięki Wam. Jesteście wspaniali! Kłamstwa, fałszywość i inne takie, mogła w ten dzień pokazać tylko jedna osoba którą palcem może wskazać wielu ludzi.. ale, po co? Szkoda czasu na takiego człowieka. Karma wraca zawsze, radzę zapamiętać takim jak Ty i życze tego z całego serca, wierzcie mi na słowo :) Ale nic, wspaniały wieczór spędzony na poddaszu, chwilowo w grocie, vipie i wszędzieee - pięknie. Drinki, piwko, żubrówka i w końcu - MOI LUDZIE :* Lili, Ala, Kala i Patoś, największe chodzące szczęście Ufsiaka tego dnia, kocham kocham kocham was :*
Sobota spędzona w podobnym gronie, również na mieście, najlepsza zabawa z mieszanką wybuchowych uczuć, nie da się zapomnieć i nie wspomnieć o tym. Głównie poddasze & vip, ale daliśmy radę, jestem z siebie dumna! Zdecydowanie.
Także cały weekend, spędzony z misiami, bo bez nich mogłoby Mnie już tu nie być, przekonałam się nie pierwszy raz, że przyjaciół mam najlepszych na całym świecie :*
koniec pracy, welcome Poland
Nie wiem czy oczekiwany czy nie, ale koniec pracy nadszedł. Nigdy nie pomyślałabym że zrzucenie ostatniej kiści winogron do wiaderka przysporzy Mi takich emocji - HAHAHA, każdy rzucił się na Ziemię ciesząc się że to koniec, a jednocześnie myślami będąc przy chwili kiedy się żegnamy - nasza fantastyczna piątka :( Ale no nic, ostatni dzień w tym pięknym mieście, spędzony w centrum, na starym mieście, zwiedzając, oglądając i buszując po sklepach aby wyszukać ostatnie perełki no i udało się! Dokonaliśmy tego, haha. Pójście na drinka oczywiście skończyło się tak, że skoczyliśmy po Krystynkę, zeopatrzyliśmy się w wina i siedzieliśmy do nocy - prawie wszyscy, bo niestety pakowanie i zmieszczenie się w mojej torbie, okazało się czymś niemożliwym i przez dobre 2 godziny w kółko się przepakowywałam, siadałam na walizce a kiedy w końcu sie udało, ważyła chyba z 50 kg i nikt nie potrafił jej podnieść - justyna mistrz, nie powiem!
Dzień pożegnania wspominam chyba najgorzej jak się da, myślałam że łzy popłyną z moich oczu w takiej ilości, że ich nie opanuję. Ale trzyma Mnie przy życiu myśl, że jeszcze na pewno się spotkamy i liczę na to, że w tej samej ekipie :) Tyle ile wyniosłam z naszego przytulnego mieszkanka po miesiącu, jest nie do opisania. Wspomnienia, złote myśli, rady na życie - WSZYSTKO mi się przyda, wiem to, jesteście niezastąpieni - Gracjan, Ela, Boguś i Jola, dziękuję, z całego serca :)
A później czekała mnie już tylko najgorsza podróż i najbardziej niewygodny autokar jaki mógł się trafić. Rozwalone kółko w walizce, rozwalony zamek w plecaku i torebce i od tego momentu, zaczęło się wszystko sypać, a później było już tylko gorzej, ale cóż - życie :)
Dzień pożegnania wspominam chyba najgorzej jak się da, myślałam że łzy popłyną z moich oczu w takiej ilości, że ich nie opanuję. Ale trzyma Mnie przy życiu myśl, że jeszcze na pewno się spotkamy i liczę na to, że w tej samej ekipie :) Tyle ile wyniosłam z naszego przytulnego mieszkanka po miesiącu, jest nie do opisania. Wspomnienia, złote myśli, rady na życie - WSZYSTKO mi się przyda, wiem to, jesteście niezastąpieni - Gracjan, Ela, Boguś i Jola, dziękuję, z całego serca :)
A później czekała mnie już tylko najgorsza podróż i najbardziej niewygodny autokar jaki mógł się trafić. Rozwalone kółko w walizce, rozwalony zamek w plecaku i torebce i od tego momentu, zaczęło się wszystko sypać, a później było już tylko gorzej, ale cóż - życie :)
poniedziałek, 14 października 2013
europa park
Spokojna niedziela spędzona w mieszkanku, po telefonie Mirki już wiedziałam co się dzieje - nie liczyłam na wejście do Europa parku w sumie, po pierwsze cena nie warta tego, jeżeli jedzie sie tam o 16, po drugie pogoda nie warta w ogóle wysiadania z samochodu choć specjalnie dla nas słoneczko wyświeciło zza chmur :) Piękne hotele, różni ludzie, zabiegani, piękne samochody, atmosfera, pokaz z fontanny, "ruiny" rzymskie? greckie? Wenecja, Hiszpania, Więzienie i wiele innych - swoją drogą, dlaczego nie dziwi mnie, że to nie polska? Ah, szkoda słów :) Największy park atrakcji w Europie zwiedzony z grubsza, teraz fajnie byłoby tu wrócić pewnego ciepłego, słonecznego ranka w środku wakacji i szaleć w Nim cały dzień! Dziękuję bardzo - Mirka, Sarah, Danuta, Ela :))) Za pyszną kawkę, za oprowadzenie, za znalezienie chwilki dla Mnie :)
niedziela, 6 października 2013
Don't trust anyone
Przeraża Mnie to, jak odległość może wpłynąć na wszystko. Jak rozmowy z ludźmi których nie znam, mogą wywoływać łzy. Jak wszystko może wpływać na mój umysł, myśli, marzenia, przemyślenia. DZIĘKUJĘ, bo brak mi słów po prostu, nie jestem w stanie się odwdzięczyć, na prawdę.. Ilu mądrych, zwykłych, szarych ludzi chodzi po tym świecie. A gdy słucha się ich historii, wzrusza się po sekundzie i nawet nie chce się wiedzieć więcej, ale zbyt ciężko oderwać się od tych pouczeń, historii, nie wiem, czy wiecie co mam na myśli.. Niektórzy tyle przeszli, a nadal są dobrymi ludźmi i chcą pomagać innym, są w stanie zostawić wszystko, tylko by ich dzieci miały się najlepiej, kochają je bezinteresowną i największą miłością o jakiej w życiu słyszałam. Cieszę się na najbliższy czas, bo może to doświadczenie nauczy Mnie czegoś najbardziej wartościowego w moim życiu, a z każdym dniem nabieram przekonania że chcę tu za rok wrócić znów, tyle że z mamą żeby doznała takiej samej oazy spokoju jak ja. Wiem jedno, w życiu trzeba wielu rzeczy spróbować, niczego nie żałować, bo każda porażka jest dla nas lekcją z której powinniśmy się cieszyć, bo może się nie powtórzyć i wyciągać wnioski :) A wracając to nazwy całego posta, nie sądziłabym ponad rok temu, że ufam nie właściwym ludziom, za kilka dni jest magiczna data i tak bardzo nie wierzę że wszystko obróciło się przeciwko Mnie o sto osiemdziesiąt stopni, ryczeć mi się chce na samą myśl i na własne życzenie najbliższe mi teraz osoby nawet nie wiedzą o czym piszę, bardzo cieszę się że to takie "moje", choć przemyślenia co do tego, mogę wylewać tu na kilka stron, to większość zostawię dla siebie. Choć chciałabym móc chociaż was wszystkich uścisnąć, no i życzyć oczywiście szczęścia, bo w życiu ono bardzo się przydaje :) A teraz wrocę sobie do lekturki książki, to może ogarnę troszkę swoje myśli, wyjdzie mi to na zdrowie :)
+ wejście pod taaaaką górę, tylko żeby napić się kawki - nono, jestem z Nas bardzo dumna, nie powiem :D jeszcze troszkę i wyjdziemy na sam szczyt, albo mnie tam wniesiecie, kij z tym, chcę zobaczyć Freiburg z najwyższej perspektywy, w piękny słoneczny dzień, zdecydowanie jest to na mojej nowej liście marzeń :))
+ wejście pod taaaaką górę, tylko żeby napić się kawki - nono, jestem z Nas bardzo dumna, nie powiem :D jeszcze troszkę i wyjdziemy na sam szczyt, albo mnie tam wniesiecie, kij z tym, chcę zobaczyć Freiburg z najwyższej perspektywy, w piękny słoneczny dzień, zdecydowanie jest to na mojej nowej liście marzeń :))
sobota, 5 października 2013
Freiburg
Ludzie, praca, klimat, miejsce, miasto, jedzenie, charaktery, samopoczucie - wszystko oceniam na max, max, max. Jest idealnie :) Tak mogłoby wyglądać moje życie rok w rok, dzień w dzień. Brakuje tu tylko moich ludzi i mój mały raj na Ziemi znalazłby się właśnie tu. Od samego początku ucieszyłam się że mieszkam z takimi ludźmi a nie innymi - Jola, Ela, Boguś i Gracjan, niby mogliby być moimi rodzicami (dziadkami? - niektórzy :D) ale słuchanie ich opowieści o życiu, doświadczeń, o ich pracy, dzieciach, wieczorne winko, nalewka babuni czy ananasówka zdecydowanie na plus, w końcu mam czas żeby czytać książki, odpoczywać i nie przejmować się zupełnie niczym :)) No ale, żeby nie było że tu tak kolorowo. Wstawanie przed 7 daje się we znaki, stanie 8h dziennie również. Nic nie jest łatwe, ale cieszę się że nabieram takich doświadczeń, bo na pewno przydadzą mi się w życiu i czegoś Mnie nauczą, może nawet dają nauczkę na przyszłość? :) Póki co mam weekend, odpoczywam, choć nie do końca bo czasem męczące jest słuchanie rad Bogusia, hahaha :D Albo wymyślanie, jakby tu odpyskować, nie powiem. Gram całymi wieczorami w moją kochaną kupę na telefonie, levele wskakują. Jeszcze dwa razy tyle, albo więcej? mniej? I wracam do rybnika TYLKO ze względu na moje misiaki :*
sobota, 28 września 2013
pożegnanie
NIENAWIDZĘ Z CAŁEGO SERCA Pawła, Lili, Ejtka, Długiej, Karoliny, Magdy, Kali, Adiego, Kuby i Madzi - przez Was tak bardzo nie chcę jechać.. Tak bardzo sobie tego wszystkiego nie wyobrażam, a wiem że muszę być silna i nie poddawać się już na samym starcie. Ale się po prostu nie da, czekam z utęsknieniem na dwudziesteo któregoś, kiedy będę mogła tu wrócić, iść na miasto i pić, tańczyć i bawić się z Wami! I czekam na listopad, bo genialny pomysł Kuby i Madzi zapadł mi w serduszku tak na dobre, że nikt go nie ruszy bo lecimy się bawić! Na takiej imprezie, jak nigdy, tak się jaram! Ale cóż, wracając do wczorajszych wydarzeń - pechową wódkę jednak da się wypić bez mandatu, da się znaleźć wolny duży stolik w vipie w piątek o 20, jednak poddasze wciąż przegrywa jeżeli chodzi o poddasze vs grota - przykre ale takie prawdziwe i szczerze? Jednak wolę pokonywać drogę rynek - grota samochodem niżeli iść i marznąć jak to było po 2 w nocy gdy stwiedziłam, że lecę do domciu. A chyba godzina siedzenia na ławce z Pawłem i rozmowa szczera chyba jak nigdy wcześniej, tak bardzo cieszę się, że po prostu jesteś i nie wiem jak ja tam przeżyję tyle czasu bez Ciebie, bez Was wszystkich :( To jest nie do zrealizowania, no.
+ Koooooocham Cię Mamo, Pawełku i Wilczku :*
+ Koooooocham Cię Mamo, Pawełku i Wilczku :*
środa, 18 września 2013
największy chaos w moim życiu
Najgorsza sytuacja? Sytuacja która sprawia mi ból? Myśli, które sprawiają, że wolałabym żeby ktoś wbijał mi noże w serce, jednen po drugim, na okrągło? Nie. To zdecydowanie nie opisuje tego, co dzieje się od poniedziałku rana w mojej głowie. Rozrywa Mnie, moje wnętrzności, rozrywa i zabiera wszystko co najcenniejsze mam w życiu. Brakuje tylko kilku elementów i rozpadnę się tak, że nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram. To wszystko jest takie niesprawiedliwe, dlaczego ludzie, tak wspaniali, którzy nie zrobili zupełnie nic złego musza tak bardzo cierpieć? Dlaczego nie mogą spełniać swoich marzeń? Dlaczego gdy są u celu, na który czekali od kilku dobrych miesięcy, nagle on znika? A raczej, ktoś go po prostu ot tak oddala, tak by nie dało się go już osiągnąć? To dla mnie chore, na prawdę chore, jak tak w ogóle, może się dziać.. Nie wierzę już w nic, w żadne szczęście czy inne takie, jak ktoś ma pecha to ma i tyle, przykro mi że właśnie Ty zaliczasz się do takich osób. Zrobię wszystko, stanę na głowie, żeby po tym całym koszmarze, uśmiech nie schodził Ci z twarzy, problemy nie dostarczały kolejnych i kolejnych, większych problemów, bo takim mam po prostu dług wobec Ciebie i obowiązek. Poza tym, zwyczajnie czuję potrzebę niesienia Ci pomocy, a przy okazji tego całego chaosu, widzę kto jest obok, najbliżej jak się da, kto pomaga, dziękuję wszystkim, na prawdę wszystkim. Kocham Cię Mamo, Paweł, Wilczuś :* Kala, Oliwka, Lili, Patoś, jesteście najwspanialsze :*
wtorek, 17 września 2013
Spóźniony odpoczynek w Bukowie :)
Świetny czas jak dla Mnie, od samego początku, do samego końca! Droga jak to droga, prawie 6h spędzonych w pociągach z przesiadkami, niekoniecznie poprawia nastrój, ale kiedy w głowie masz swojego skarba do którego jedziesz, nie jest tak źle :) Na przemian - zimno/ciepło, jedzenie na szybko w Katowickim maku, bieg na pociąg (na który pawie ja - sierota oczywiście się spóźniłam), jazda z jakąś przymuloną na maxa kobietą, nie wiem jak w takim wieku można tak bez emocji spędzić tyle godzin, wpatrując się w jedno miejsce, ale nieważne. W końcu doczekałam się! Wysiadam w Moim kochanym Bukowie (Imbramowicach) i już po sekundzie wylądowałam w ramionach mojego największego słoneczka :*
Nadszedł wieczór i pierwsze co, to samochód i do Żarowa na kawkę do Baśki, poplotkować, dom pełen dziecięcej energii, śmiechu, zebrałyśmy się dość szybko i bardzo ekologicznie i zdrowo z kubusiami i słonecznikiem przesiedziałyśmy kilka dobrych godzin nad wodą na ławeczce, gadając o wszystkim i niczym, stwierdzając na samym końcu że i tak zachowujemy się jak pijane, wilk jest za wysoki, ławki nas nie zakrywają i "było minęło" choć niekoniecznie wszystko można określać takimi słowami, zdecydowanie.
Dzień drugi - wstałyśmy jakimś cudem tak wcześnie, że byłam aż z nas dumna. Samochód i do Świdnicy pod szkołę, na rynek, kebaba, z Wiiiilkiem i Wiciem, poranne rozmowy, objedzenie się do granic możliwości, gubienie się na ulicach które toretycznie powinno się znać i takie tam :D Wieczorem piwko w Żarowie, z Baśką i znajomymi, plus spotkanie Adriana które wywołało setki wspomnień naraz, przez jedną krótką rozmowę, aż byłam w szoku że wszytsko ta dokładnie pamiętam, choć jak dla Mnie etap "wspomnienia są najważniejsze" jest już dawno, dawno skończony, choć nie powiem, miło się rozmawiało, choć co niektórzy nie ogarniali troszkę tematu :D
Kolejny dzień na Skarpie z Wilkiem, Martą i Adrianem przez dosłownie godzinę. Gej party jak nic dla +40, hahahaha, nieźle nieźle. Ale pojeździłysmy sobie przynajmniej autem nocą, słuchając jakiś mega nowych piosenek które są najlepsze i ciesząc się po prostu tym, że spędzamy czas razem, jak i dzień później to samo, leżenie w łóżku do nie wiadomo której grając w Pou, jedząc, pojechałyśmy na mecz żeby pooglądać go w deszczu - też spoko, stracili lidera co było paniką itd, szkoda że nie rozumiałyśmy o co w tym wszytskim chodzi, na koniec dnia najlepsze dożynki i również jedyne (niestety) na jakich miałam okazję być. Wtedy dopiero czuć klimat, jaki tam ludzie tworzą, jak się bawią, jak każdy pije, hahaha, najlepiej. Szkoda że tak wcześnie musiałyśmy wracać, bo nie wyobrażałam sobie tego wstawania na pociąg rano i w sumie to chyba najgorsza podróż w moim życiu, która trwa do teraz.
Dziękuję Wilczkowi, Baśce, wszystkim którzy sprawili że znów chcę tam wrócić :*
Kolejny dzień na Skarpie z Wilkiem, Martą i Adrianem przez dosłownie godzinę. Gej party jak nic dla +40, hahahaha, nieźle nieźle. Ale pojeździłysmy sobie przynajmniej autem nocą, słuchając jakiś mega nowych piosenek które są najlepsze i ciesząc się po prostu tym, że spędzamy czas razem, jak i dzień później to samo, leżenie w łóżku do nie wiadomo której grając w Pou, jedząc, pojechałyśmy na mecz żeby pooglądać go w deszczu - też spoko, stracili lidera co było paniką itd, szkoda że nie rozumiałyśmy o co w tym wszytskim chodzi, na koniec dnia najlepsze dożynki i również jedyne (niestety) na jakich miałam okazję być. Wtedy dopiero czuć klimat, jaki tam ludzie tworzą, jak się bawią, jak każdy pije, hahaha, najlepiej. Szkoda że tak wcześnie musiałyśmy wracać, bo nie wyobrażałam sobie tego wstawania na pociąg rano i w sumie to chyba najgorsza podróż w moim życiu, która trwa do teraz.
Dziękuję Wilczkowi, Baśce, wszystkim którzy sprawili że znów chcę tam wrócić :*
poniedziałek, 9 września 2013
osiemnastka - wielkie podsumowanie
Jak dla Mnie, moja osiemnastka trwała od 23.08 do 7.09. Długo? owszem. Ale wszystko rozciągnęło się strasznie w czasie - najpierw osiemnastka robiona z Klimeczkiem i Alą na 60 osób - czyli jedna wielka gonitwa żeby dopiąć wszystko na osttani guzik i do dziś ciągną się za nami dwie sprawy z tym związane, później tydzień przerwy i mini grill rodzinny z okazji moich urodzin, wcześniej niż powinien być ale wszystko przez wzgląd na Artura, oczekiwanie (?) albo i nie, przynajmniej w mooim przypadku na ten niby najważniejszy dzień czyli czwartek 5.09 - prezenty, uśmiechy i ta cała szopka w stylu "jesteśmy dla ciebie mili, bo masz urodziny" choć nie powiem, początek urodzin najlepszy ze wszystkich, z najlepszymi ludźmi, dziękuję za największy syf na podwórku ever! :* i piątek czyli już ostatni dzień urodzin ze znajomymi oficjalnie skwitowany imprezą na energy, darmową lożą, wejściówkami i szampanem z kostakami lodu za free - a cieszyli się, jak małe dzieciaczki, wszyscy, bez wyjątku! Ale przechodząc tą krótką historią o osiemnastych urodzinach Justyny Widok, chciałam podziękować za każdy uśmiech, każde życzenia - krótkie czy długie, spisane czy wymyślone, wypowiedziane czy napisane, KAŻDE :) każdy prezent, od papieru toaletowego i worka na śmieci, przez moje własne pożyczone dawniej filmy, aż do łańcuszków, telefonu czy pieniędzy. Nie spodziewałam się że wszystkiego nazbiera się aż tyle, że mój stolik nie będzie dawał rady z pomieszczeniem wszystkiego. Można na was zdecydowanie liczyć w tej kwestii i nie wiem jak sie odwdzięczę - za wszystko, uwielbiam was misie, całym serduszkiem! :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

.jpg)
.jpg)


.jpg)







































