Nie wiem czy oczekiwany czy nie, ale koniec pracy nadszedł. Nigdy nie pomyślałabym że zrzucenie ostatniej kiści winogron do wiaderka przysporzy Mi takich emocji - HAHAHA, każdy rzucił się na Ziemię ciesząc się że to koniec, a jednocześnie myślami będąc przy chwili kiedy się żegnamy - nasza fantastyczna piątka :( Ale no nic, ostatni dzień w tym pięknym mieście, spędzony w centrum, na starym mieście, zwiedzając, oglądając i buszując po sklepach aby wyszukać ostatnie perełki no i udało się! Dokonaliśmy tego, haha. Pójście na drinka oczywiście skończyło się tak, że skoczyliśmy po Krystynkę, zeopatrzyliśmy się w wina i siedzieliśmy do nocy - prawie wszyscy, bo niestety pakowanie i zmieszczenie się w mojej torbie, okazało się czymś niemożliwym i przez dobre 2 godziny w kółko się przepakowywałam, siadałam na walizce a kiedy w końcu sie udało, ważyła chyba z 50 kg i nikt nie potrafił jej podnieść - justyna mistrz, nie powiem!
Dzień pożegnania wspominam chyba najgorzej jak się da, myślałam że łzy popłyną z moich oczu w takiej ilości, że ich nie opanuję. Ale trzyma Mnie przy życiu myśl, że jeszcze na pewno się spotkamy i liczę na to, że w tej samej ekipie :) Tyle ile wyniosłam z naszego przytulnego mieszkanka po miesiącu, jest nie do opisania. Wspomnienia, złote myśli, rady na życie - WSZYSTKO mi się przyda, wiem to, jesteście niezastąpieni - Gracjan, Ela, Boguś i Jola, dziękuję, z całego serca :)
A później czekała mnie już tylko najgorsza podróż i najbardziej niewygodny autokar jaki mógł się trafić. Rozwalone kółko w walizce, rozwalony zamek w plecaku i torebce i od tego momentu, zaczęło się wszystko sypać, a później było już tylko gorzej, ale cóż - życie :)





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz