Leżę w łóżku, kolejny dzień nie wychodzę z domu nic nie robiąc, nie chodzę do szkoły, czemu? sama nie wiem. Niby to święta, czas poświęcony rodzinie i bliskim, czas szczęścia, czas odpoczynku od problemów, czas w którym każdy powinien znaleźć chwilę by usiąść i zastanowić się nad wszystkim a ja? Nie cieszę się zupełnie, zupełnie tak nie kojarzy mi się już ten okres świąteczny bo chcę zwyczajnie mieć to jak najwcześniej za sobą, o wiele bardziej wolę się skupić na piątkowej imprezie w energy, czy sylwestrze, bądź na imprezie w chilli, czy gdziekolwiek z dala od wszystkich z cytrynówką bądź piwem w ręku. Także wybaczcie, jeżeli to niedorzeczne co robię, ZNÓW. Ale zwyczajnie sobie nie radzę, jak to nie raz zresztą bywało.
Nie umiem uwierzyć że wszystko mija tak wszystko, że udajemy jak gdyby nigdy nic się nie stało, udajemy obcych sobie ludzi a ja nie mam sił nawet tego powstrzymywać, bo ciągle sobie tłumaczę 'tak powinno być' boję się powtórki z rozrywki w najbliższym czasie, a wiem że jeszcze trochę i po prostu serce mi pęknie, nie z jednego powodu, a kilku, jest tak źle, ze ja odpadam całkowicie, wyłączam się na trochę, bo nie mogę już mieć czasu na przemyślenia. Tak będzie chyba najlepiej.
+ jestęę PRAWIE czarna
:*
OdpowiedzUsuńbuzibuzi :*
Usuń